Od miesiąca moje dziecko jest w szpitalu. Moja dusza krzyczy… Po jedno, że nie ma go przy mnie, po drugie, żeby mu pomogli. Gdy słyszę „że chociaż my odsapniemy od opieki nad nim” to płakać mi się chce, bo to nie tak, to się czuję coś innego, coś co mi rozrywa dusze, serce… Te złe, czarne myśli one tak łatwo przychodzą ale nie chcą odejść, nie chcą dać mi odpocząć.
Ale dzisiaj pomimo tylu złych dni jestem szczęśliwa. Może na chwilę, nie wiem, ale jestem. Czuje znowu tą lekkość na duszy, ten spokój i w końcu się uśmiecham. A mianowicie zdałam prawo jazdy. Coś co pozwoli mi być niezależna i wolną. Tak bardzo się cieszę, tak bardzo boli mnie twarz od śmiania się. Mój mąż mi dzisiaj powiedział, że w końcu miło mnie widzieć uśmiechnietą.
A ja za tym tak tęskniłam. Tęskniłam żeby tak się czuć, tęskniłam żeby nie czuć lęku.
Dziękuję Bogu, dziękuję opatrzności i wszystkim którzy mnie otaczają.
Zapamiętam ta chwilę, muszę zapamiętać, bo nie wiem kiedy znowu przyjdzie. Na razie trwa 🙂